Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 lipca 2013

Denko cz. 2

Witajcie :)

Dzisiaj przychodzę do Was z drugą i mam nadzieję ostatnią częścią projektu denko. Pokażę Wam kilka kosmetyków do ciała, coś do włosów i zapachy, które udało mi się skończyć w ostatnim czasie. Zapraszam! :)

1. Farmona- czekoladowo-pistacjowy żel pod prysznic
Dostałam go jakiś czas temu od mojej koleżanki. Używałam głównie wieczorami, kiedy chciałam się wyciszyć i rozluźnić po całym dniu. Produkt niesamowicie wydajny, zapach niestety nie utrzymuje się na skórze, ale grunt, że ładnie pachniało podczas kąpieli. Super spisywał się jako dodatek do peelingu kawowego, idealne połączenie zapachów. Być może kiedyś do niego powrócę :)


2. Balea- żel pod prysznic Fiji Passionfruit
Dostałam go podczas wymianki z Agnieszką. Duży plus za piękny zapach i niską cenę. Produkt wart uwagi, bo naprawdę umilał kąpiel. Niestety nie jest dostępny w PL, a nie będę ściągać do specjalnie z Niemiec. Jeśli jeszcze kiedyś będę miała okazję, to może zdecyduję się na inny zapach. Ot zwykły żel pod prysznic.






3. Ziaja Intima- płyn do higieny intymnej
Dawniej bardzo często używałam płynów do higieny intymnej właśnie z Ziaji. Zawsze bardzo je lubiłam, były tanie i dobre. Nie podrażniały, zapach nie był zbyt intensywny. Teraz używam czegoś innego, ale do ziaji wróciłam (chociaż na chwilę) z wielką przyjemnością.




4. Ikea- krem do rąk 
W zasadzie do tej pory sama siebie nie potrafię zrozumieć dlaczego kupiłam ten krem. Przecież miałam już taki do stóp i byłam średnio zadowolona. Podejrzewam, że mogłam się połasić, bo był duży i tani. I chyba to mnie zgubiło. Kremu absolutnie nie polecam, z resztą chyba został już wycofany. Efekt nawilżenia był złudny i chwilowy, czasem miałam wrażenie, że ten krem bardziej wysuszał niż nawilżał dłonie. Pod koniec używałam go na stopy, żeby szybciej zużyć. Nie polecam.


5. Cien- nawilżający krem do rąk
  Kupiłam go przypadkiem i bez większego zastanowienia. Po prostu skończył mi się krem, który miałam w torebce i musiałam go czymś na szybko zastąpić. Muszę przyznać, że zaskoczył mnie niesamowicie. Za niewiele ponad 3zł zyskujemy super krem do rąk. Pięknie nawilża, dobrze się wchłania i całkiem przyjemnie pachnie. Na opakowaniu jest napisane, że posiada w składzie olejek migdałowy oraz masło shea. Niestety nie potrafię czytać składów, więc nie powiem Wam czy faktycznie tak jest, ale wydaje mi się, że tak. Jeśli będziecie miały okazję wypróbować, to gorąco polecam. 





6. Timotei- odżywka do włosów farbowanych
Jak wiecie ja zawsze wybieram odżywki do włosów farbowanych. Ta urzekła mnie pięknym zapachem i konsystencją budyniu. Całkiem przyzwoita, ale nie wiem czy powstrzymała wypłukiwanie koloru, chyba nie. Nie wiem, czy jeszcze do niej wrócę.


7.  OP Juice for women- woda toaletowa
Dostałam ją od wujka po jego powrocie z Kanady. W Polsce nie spotkałam się z tą firmą. Fajny, słodki orzeźwiający zapach. Bardzo długo utrzymywał się na ciele i ubraniach. Momentami trochę dusił, ale to może być moja wina, bo mam tendencję do wylewania na siebie zbyt dużo perfum. Nie wrócę do niego ze względu na brak dostępności w PL.


8. Dolce&Gabbana- The One
O tych perfumach nie muszę pisać już nic. Mój absolutnie ukochany zapach. Pisałam o nim w ulubieńcach lutego <klik> oraz w notce o ulubionych zapachach <klik>. Na szczęście w moich zapasach mam jeszcze jedną buteleczkę tego cudeńka. Ahh uwielbiam :)





Ufff to już wszystkie wykończone przeze mnie produkty. Teraz z czystym sumieniem opakowania mogą iść do kosza, a ja mogę zacząć zbieranie od początku. Obiecuję, że będę pojawiać się częściej.

Całuję Was gorąco,
K.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Denko cz.1- Twarz

Witajcie :)

 Wracam po bardzo długiej przerwie. Tak na dobrą sprawę nie mam nic na swoje wytłumaczenie, dlaczego nie pisałam. Ale dziś rano wstałam, uznałam, że czas najwyższy się odezwać, porobiłam fotki i obiecałam sobie, że po powrocie z pracy napiszę w końcu notkę.

Dzisiaj zapraszam Was na projekt denko z ostatnich dwóch miesięcy. W pierwszej części pokażę Wam puste opakowania po produktach do twarzy. Wykończonych produktów, było więcej niż tutaj przedstawię, ale zrobiłam selekcję i uznałam, ze jest kilka rzeczy, o których nie wyrobiłam sobie zdania, więc od razu poszły w kosz. Zaczynamy ;)

1.Synergen- pianka do mycia twarzy
O tej piance pisałam na początku czerwca. Przyznam szczerze, że liczyłam na to, że to będzie moje super odkrycie, że pianka będzie świetna, a ja będę zadowolona. Niestety nic z tych rzeczy. Pianka słabo zmywała makijaż, podrażniała oczy, nie była wydajna. Zauważyłam pewną dziwną rzecz, w momencie gdy myłam twarz, na której nie było makijażu, to pianka zachowywała się w miarę normalnie. Natomiast, kiedy zmywałam nią makijaż, to pianka pod wpływem kontaktu z innym kosmetykiem znikała i musiałam jej dokładać. Niestety podrażniła mi też oczy, co jest trudnym wyczynem, bo nie należę do osób, których oczy są wrażliwe. Z ulgą ją wykończyłam i na pewno do niej nie wrócę. Wam też nie polecam.


2. Bourjois- tonik z witaminami
Moja siostra kupiła go w jakiejś promocji z płynem micelarnym. Nie zauważyłam poprawy stanu skóry, ale do przemywania twarzy nadawał się dobrze. Ładnie pachniał, był wydajny i co ważnie nie podrażnił.

3. Balea- maseczka do twarzy z miodem
Twarz po tym kosmetyku była fajnie nawilżona. Maseczka nie podrażniła mnie i była dosyć wydajna. Niestety nie pasował mi jej zapach, dlatego druga połowa maseczki zmieniła właściciela.


4. Clarins- krem na noc (próbka)
Próbkę tego kremu dostałam od mojej babci. Z ciekawości od razu sprawdziłam jego cenę w internecie. Gdy zobaczyłam, że za pełnowymiarowe opakowanie w sklepach krzyczą sobie aż 280zł, to sama w duchu siebie prosiłam, żeby ten krem mi się nie spodobał. Niestety stało się inaczej i chyba zakochałam się w tym kremie. Muszę zacząć od tego, że próbka 5ml starczyła mi na ok. 8-9 dni codziennego użytku. Krem jest bardzo gęsty, ale jednocześnie lekki, nie zapycha buzi, nie świecimy się bardzo, twarz się nie klei. Rano moja twarz była promienista i wyraźnie wypoczęta. Dodatkowo krem posiada piękny zapach, któremu nie mogłam się oprzeć. Wiem jednak, że nie będę właścicielką jego pełnowymiarowego opakowania, ponieważ cena jak dla mnie jest wzięta z kosmosu i raczej nie planuję wydawać na krem do twarzy aż tylu pieniędzy. Zwłaszcza, że ich nie mam. Mimo wszystko, osobom które są w stanie pozwolić sobie na taki zakup polecam. Ja będę sobie o nim skrycie marzyć. Może uda mi się jeszcze zdobyć jakieś próbki. W kolejce czeka jeszcze wersja tego kremu na dzień.


5. Carmex w słoiczku
Myślę, że tego produktu nikomu nie muszę przestawiać. Mój absolutny ulubieniec i produkt must have. Z reguły używam na noc, rano budzę się z pięknymi, nawilżonymi ustami. Niektórych może odstraszać jego zapach, ale ja już przywykłam, tak samo jak do efektu mrowienia ust. Gorąco polecam każdemu.



To wszystko, o czym chciałam Wam dziś napisać. Mam nadzieję, że jutro, bądź w środę uda mi się przedstawić Wam resztę produktów, które zużyłam. Ciekawa jestem, czy miałyście do czynienia z tymi kosmetykami. Jesli tak, to jaka jest Wasza opinia na ich temat? Piszcie w komentarzach.

Pozdrawiam,
Kasia

wtorek, 11 czerwca 2013

Ulubieńcy maja :)

Witajcie

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kilku moich ulubieńców z poprzedniego miesiąca. Nie robiłam jakiś wyszukanych makijaży, dlatego z kolorówki nie będzie nic powalającego. Dodatkowo maj śmignął mi tak szybko, że nawet nie miałam czasu na testowanie i szukanie nowych ulubieńców. Tak naprawdę, to podejrzewam, że w nocy ktoś kradł maj i wcale nie był tak długi jak powinien. Jeżeli ktoś uważa tak samo jak ja, to niech się zgłosi ;) Do konkretów!

1. Ziaja- nawilżający krem matujący 25+
W internecie można znaleźć dużo pozytywnych opinii na jego temat. Jako, że skończyły mi się wszystkie kremy do twarzy, a ten wydawał się dla mnie idealny, bo 25 lat skończę niedługo, a cerę mam tłustą, to postawiłam właśnie na niego. Zaczęłam go używać jakieś 3 tygodnie temu. Póki, co mogę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona. Jest gęsty, ale faktycznie matuje, dobrze nawilża cerę i pięknie pachnie. Makijaż dobrze się na nim trzyma, nie roluje się, mam wrażenie, że nie świece się tak szybko. Póki, co jestem na tak.



2. Alverde- korektor pod oczy
Napisałam, że pod oczy, bo akurat tak go używam. Mam w odcieniu najjaśniejszym, dzięki temu super kamufluje moje sińce pod oczami. Jeśli jest dobrze przypudrowany, to bez problemu trzyma się nawet przez cały dzień.Nie zbiera się w załamaniach, nie wysusza skóry pod oczami, nie roluje się.  Ma trochę tłustą konsystencję, ale mnie to w niczym nie przeszkadza. U mnie problem pojawia się kiedy oczy mi łzawią, wtedy przecierając zły ścieram go trochę z kącika oka, ale nie psuje to całego efektu. Naprawdę dobry kosmetyk za niewielką cenę. Jego minusem jest dostępność z PL, jedynie na allegro.



3. Lovely- Pump Up, tusz do rzęs

Kupiłam go skuszona pozytywnymi recenzjami na blogach, dodatkowo kosztował 10 zł, więc uznałam, że warto spróbować. Muszę przyznać, że byłam pozytywnie zaskoczona. Może nie robi na rzęsach efektu "wow", ale ładnie rozczesuje i odrobinę wydłuża rzęsy. Absolutnie ich nie skleja, nie rozmazuje się, jedynie po jakimś czasie używania zaczyna się sypać, ale tak taniemu kosmetykowi jestem w stanie mu wybaczyć. Nie jest rewelacyjny, ale warto spróbować.


4. Nars Orgasm- róż do policzków
Dostałam go od koleżanki, która stwierdziła, że jej się znudził i nie będzie go używać. Byłam w ciężkim szoku, że od tak dostałam taki drogi produkt. Jako, że jego cena moim zdaniem jest kosmiczna, to bardzo go oszczędzam. Ale zbliża się lato, a ten róż nadaje fajny opalony glow, to zaczęłam go używać. Trzeba uważać, żeby nie nałożyć go zbyt dużo i nie zrobić sobie kuku. Długo utrzymuje się na twarzy, nie daje zbyt sztucznego efektu, fajny. Szkoda tylko, że opakowanie tak bardzo się brudzi i wygląda mało estetycznie.


5. Yves Rocher- konwaliowa woda toaletowa
Uwielbiam zapach konwalii, a ta woda dokładnie tak pachnie. Dodatkowo długo się utrzymuje na skórze i ubraniach. Zapach nie męczy, nie boli po nim głowa. Szkoda, że duża buteleczka jest taka drogs, bo chyba bym sobie kupiła. Póki co oszczędzam, żeby mi się za szybko nie skończyła ;)


To wszyscy moi majowi ulubieńcy. Teraz tęsknie spogląda na mnie torba ze zdenkowanymi kosmetykami. Aż boję się tam zaglądać ;)

K.

sobota, 1 czerwca 2013

Mini zakupy

Przyszłam tutaj odkurzyć, bo od mojej ostatniej wizyty na blogu urosła już niezła warstwa kurzu, w kątach chyba czają się "koty" ;)

Na początek pokażę Wam co udało mi się dzisiaj kupić w Rossmannie. Wiem, że od zeszłego tygodnia do środy była promocja na kolorówkę i produkty do pielęgnacji twarzy. Ja nie miałam w planach żadnych zakupów, bo wszystko mam i chwilowo nie chcę nic kupować. Chcę zużyć większość tego co mam, bo faktycznie sporo rzeczy leży w mojej szufladzie z kolorówką. W zasadzie jedyną rzeczą, nad którą się zastanawiałam jest nowy tusz z L'oreal, ale akurat nie było go w tym sklepie, w którym byłam. Uznałam, że to nie nasz czas i nic nie kupiłam.

Dzisiaj musiałam pojechać i kupić kilka produktów, które mi się skończyły. Żeby nie kupić nic niepotrzebnego zrobiłam sobie w telefonie listę zakupów i jej się trzymałam. Udało mi się kupić tylko rzeczy naprawdę niezbędne.


1. Synergen- pianka do mycia twarzy
Powoli kończą mi się moje zapasy żelu Clinians, zostało mi może na jedno użycie. Początkowo chciałam kupić żel do twarzy z Garnier, ale zobaczyłam tą piankę.Wyczytałam, że można zmywać nią makijaż, więc uznałam, że warto spróbować. Tym bardziej, że cena była zachęcająca, bo kosztowała 10 zł. Myślę, że po jakimś czasie wypowiem się o niej na blogu. Dawno nie miałam do czynienia z pianką do mycia twarzy, więc tym bardziej jestem ciekawa, co to za wynalazek :)

2. Isana- suchy szampon
Bardzo go lubię, to moje kolejne opakowanie. Używam go ostatnio częściej, bo odnalazłam świetny sposób na przedłużenie świeżości moich włosów. Już wkrótce o nim napiszę :)

3. Timotei- odżywka do włosów farbowanych
Skończyła nam się odżywka do włosów, nie wiedziałam co wybrać, ta była na promocji, zapach mi się spodobał, więc trafiła do koszyka. Ciekawa jestem, czy jest warta zainteresowania.

4. Isana- krem do rąk z 5% mocznikiem
Czytałam o nim dużo dobrego, kiedyś kupiłam go mojemu mężczyźnie, był z niego zadowolony. Teraz skończył mi się krem, który trzymam w torebce. Kupiłam więc, już raz użyłam i póki co cały czas wącham ręce, bo super pachnie :)

To całe moje "szalone" zakupy. ;) Postaram się teraz częściej pojawiać. Mam już spisaną listę notek, które chcę napisać w najbliższym czasie.

Pozdrawiam,
K.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Marcowe denko :)

Hej :)

Dzisiaj zapraszam Was na szybki (mam nadzieję) post z pustymi opakowaniami z kosmetyków, które wykończyłam w marcu. Marzec był miesiącem, w którym myślałam o wszystkim, ale nie o regularnym zużywaniu zalegających kosmetyków. Na szczęście w tym miesiącu wróciłam na właściwe tory. Ale do rzeczy ;)

Paloma Body Spa- Czekoladowe masło do ciała
Dostałam je w prezencie urodzinowym, z jego używaniem poczekałam na aż zaczną się chłodniejsze dni. Bardzo przyjemnie się go używało, był bardzo gęsty, ładnie pachniał i nawilżał skórę. Nie pozostawiał tłustej warstwy, więc po chwili spokojnie można było się ubierać. Może kiedyś kupię sobie jeszcze jakieś masło tej firmy. Teraz zużywam peeling z tej samej serii.


Garnier Mineral- antyperspirant w sztyfcie
Najgorsze "zuo" jakie kiedykolwiek miałam. Śmierdział niemiłosiernie, miałam wrażenie, że bardziej powodował pocenie niż mu zapobiegał. Dodatkowo tworzył pod pachą taką dziwną warstwę, której nie dało się zmyć wodą. Strasznie nieprzyjemne uczucie. Na pewno nie kupię więcej i Was też przed tym przestrzegam.


Original Source- pomarańcza&czekolada
Chyba mój ulubiony żel z tej serii. Fajnie pachnie, ładnie się pieni, umila kąpiel. Nie nawilża, zapach nie pozostaje na ciele, ale i tak przyjemnie się go używa.


L'orient -mydło savon noir z różą damasceńską
Kupiłam w listopadzie w Mydlarni u Franciszka, byłam bardzo ciekawa jego działania. Mam bardzo mieszane uczucia, co do tego kosmetyku. Z jednej strony bardzo fajnie działał, ładnie mył buzię, pozostawał ją delikatną i bardzo gładką. Jeśli pozostawimy go dłużej na twarzy, to zadziała jak peeling enzymatyczny. Nowością była dla mnie konsystencja galaretki, ale nie wyrobiłam sobie o niej zdania. Ogromnym minusem (przynajmniej dla mnie) jest fakt, że przy kontakcie z oczami niesamowicie szczypie. Nie ma więc mowy o zmywaniu makijażu oka tym żelem. Dla takiego lenia patentowanego jak ja, który kocha zmywać cały makijaż żelem do twarzy jest to spory minus. Musiałam dodatkowo zainwestować w płyn micelarny. To chyba spowoduje, że prawdopodobnie nie wrócę do tego kosmetyku. Ale nigdy nie mów nigdy ;)


BeBeauty- żel micelarny do twarzy
Kupiła go moja siostra na jakiś wyjazd. Mam mieszane uczucia odnośnie tego produktu. Niby fajnie zmywa, nie podrażnia, nie wysusza, ale ja nie ufam produktom do mycia twarzy, które się nie pienią. Mam wrażenie, że rozsmarowuję ten bród z makijażu po twarzy i wpycham go w pory. Zawsze po demakijażu tym produktem musiałam porządnie umyć buzię żelem, tym razem pieniącym się.  Próbowałam też mieszać go ze spiruliną i glinką zieloną, ale konsystencja była mocno glutowata i taką mieszankę ciężko nakładało się na twarz. Sama z siebie na pewno go nie kupię. 


Dr Muller- krem do twarzy z olejkiem z drzewa herbacianego
To moje n-te opakowanie. Używam głównie na noc, bo twarz po nim mocno mi się świeci. Nie wiem dlaczego, ale go lubię. Jest mało wydajny i to chyba jego główna wada. Bardzo lubię taki mocny zapach olejku z drzewa herbacianego. Mam wrażenie, że mocno odświeża mi twarz.


Fuctis- szampon do włosów farbowanych
Przed świętami farbowałam włosy. Jako, że mam kolor, który niesamowicie szybko się wypłukuje, zużyłam próbki tego szamponu, żeby kolor dłużej się utrzymał. Próbki w końcu przestały zalegać w szufladzie. Każda z tych próbek wystarczyła mi na dwa mycia. Często kupuję ten szampon w dużej butli. Bardzo go lubię.


L'oreal Majirouge- farba do włosów
To dzięki tej farbie za pierwszym razem uzyskałam mój wymarzony pomarańczowy kolor włosów. Niestety na rozjaśnianych włosach trzyma się bardzo krótko, czasem jest to kwestia 3-4 myć, co przy moim codziennym myciu wypada dość słabo. Teraz kiedy nie mam już rozjaśnionych włosów trzyma się zdecydowanie lepiej, chociaż kolor nie jest już tak pomarańczowy. Lubię zapach tej farby, chociaż ja lubię zapach każdej farby do włosów. Ot takie zboczenie ;)


L'oreal- False Lash Telescopic
Recenzję tego produktu znajdziecie tutaj. Nie zmieniłam opinii co do tego produktu. W zasadzie, to nie mogłam się doczekać kiedy się skończy. Nie sądzę, żeby zdarzyło się coś, co spowodowałoby mój powrót do niego. Nadal szukam swojego ideału. Przy okazji, jeżeli któraś z Was zna fajny tusz, który pięknie wydłuża rzęsy, jest czarny jak smoła, nie kruszy się i nie kosztuje majątku (więcej niż 60zł), to proszę o info, co to za cudo ;)


Oral-B- nić dentystyczna
Chyba moja ulubiona nić do zębów. Jest niesamowicie miętowa (zapach czuć już przy otwarciu opakowania), nie rozdwaja się, dobrze czyści szczeliny między zębami. Następnym razem kupię tą samą.


To moi wszyscy zdenkowani w tym miesiącu :D

Pozdrawiam,
Kasia :)

czwartek, 4 kwietnia 2013

Paczka od 82Inez :)

Witajcie

Wiem, że miała być notka z denkiem, ale ta, którą dziś napiszę jest dużo ciekawsza. Jakiś czas temu umówiłam się z Agnieszką- 82Inez na małą wymiankę. Byłam ciekawa kilku produktów z Niemiec, a Aga była tak miła, że zaproponowała mi swoją pomoc w zdobyciu ich. Zatem poprosiłam Agnieszkę o kilka rzeczy. Aga dodatkowo wysłała mi jeszcze kilka innych, które niezmiernie mnie zaskoczyły :)


Rzeczy, które dostałam:

  • Balea, oczyszczający szampon do włosów. Bardzo chciałam wypróbować ten szampon, bo mam mocno przetłuszczające się włosy, a Sylwia- Szavka bardzo go polecała. Jestem niesamowicie ciekawa jego działania.
  • Balea, brzozowy tonik do włosów przetłuszczających się. Znalazłam go przypadkiem na allegro i stwierdziłam, że poproszę Agę o jego zakup. Zobaczymy jak się sprawdza.
  • Alverde, olejek do włosów. Produktów firmy Alverde chyba nie muszę przedstawiać. Jestem w fazie zapuszczania włosów i chętnie sprawdzę czy ten olejek dobrze na nie działa. Tym bardziej, że chyba w ostatnim czasie bardziej mi wypadają.
  • Balea, żel pod prysznic Fiji Passionfruit. Słyszałam tyle dobrego o tych żelach, że sama zapragnęłam jednego. Póki co mogę stwierdzić, że zapach jest obłędny. Zostawię go sobie na lato, będzie mi umilał prysznic :)
  • Balea, krem do rąk z pompką. Bardzo dużo o tych kremach mówiła Olga- TheOleskaaa, dlatego znalazł się również na mojej liście. Pachnie bardzo fajnie, ale musi poczekać aż zmorduję inny krem, którego obecnie używam.
  • Alverde, kamuflaż odcien 001 Sand. Kolejny kosmetyk polecany przez Szavkę. A jak polecają, to trzeba kupować. Nie mogę się doczekać jego testów.
  • Yves Rocher, konwaliowa woda toaletowa 20ml. Jak tylko zobaczyłam, że do YV wchodzi kolekcja konwaliowa, wiedziałam, że nie odpuszczę. W Polsce dostępna jest tylko 100ml buteleczka, dlatego jak upewniłam się, że w Niemczech są mniejsze, to bez chwili namysłu poprosiłam o nią Agnieszkę. To naprawdę piękny zapach. Będę używać go latem.

    Dodatkowo do paczki Aga dorzuciła mi kilka rzeczy:
  • P2 lakiery do paznokci. Aga chyba czyta w myślach na odległość, bo po złożeniu zamówienia pomyślałam, ze mogłam też poprosić o jakiś lakier. Później uznałam, że nie ma sensu, bo mam tyle lakierów, ale jak je zobaczyłam, to bardzo się ucieszyłam. Ten różowy lakier to odcień 050 crazy mademosielle (już pomalowałam nim paznokcie), niebieski, to 940 never 2 much (nazwa idealnie oddaje liczbę moich lakierów). Bardzo spodobał się mojej siostrze, więc pewnie niedługo go przetestuje. 
  • Balea, szampon i odżywka do włosów zniszczonych. Mają super pojemność 50ml. Ja co prawda raczej nie wyjeżdżam nigdzie, więc na wyjazdy się nie przyda, ale i tak się cieszę, bo pojemność będzie akurat dobra do testów :)
  • Maseczki do twarzy, Balea, Schabens. Aga dorzuciła mi też trzy maseczki do twarzy. Te z Balea, to odświeżająca maseczka z ekstraktem papai i aloesem, oraz maseczka regenerująca z miodem akacjowym i mleczkiem migdałowym. Jednak największym hiciorem jest czekoladowa maseczka, która (jak mnie poinformowała Agnieszka) jest jadalna! Oj coś czuję, że szybko pójdzie w ruch :)

    Muszę przyznać, że sporo tego. Na pewno jak przetestuję, to zrobię recenzję tych kosmetyków. Jeśli się sprawdzą, to może zdecyduję się na ponowny zakup na allegro, albo może gdzieś w Krakowie znajdę sklep z niemieckimi kosmetykami. A może ktoś z Was wie gdzie w Krakowie mogę je kupić? 
Chciałam jeszcze raz bardzo Agnieszce podziękować za pomoc, bo wiem, że miała trochę paczek do ogarnięcia, a mimo wszystko zgodziła się kupić coś dla mnie. :)

Pozdrawiam,
Kasia :)

wtorek, 2 kwietnia 2013

Ulubieńcy marca

Witajcie

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić moich ulubieńców marca. Są to zaledwie 4 produkty, ale w tym miesiącu dzielnie mi służyły, więc chcę o nich napisać.


Z pielęgnacji mam tylko jedną rzecz. Jest to żel do twarzy z drobinkami peelingującymi firmy Clinians. Bardzo lubię produkty tej marki, niestety w Polsce jeszcze ich nie spotkałam. Tego żelu używam codziennie do mycia twarzy, z reguły raz lub dwa w ciągu dnia. Ma bardzo malutkie kuleczki peelingujące, które nie podrażniają twarzy. Jest bardzo gęsty przez co bardziej wydajny. Jedynie ciężko wyciska się go z opakowania.


W listopadzie dostałam eyeliner w żelu z Artdeco. Niestety bardzo szybko wysechł, a że bardzo go polubiłam podjęłam próby reanimacji. Kupiłam w Inglocie Duraline i zakochałam się w nim od pierwszego użycia. Świetnie radzi sobie z zaschniętym eyelinerem oraz z cieniami, którymi chcemy namalować kreskę na oku.


Nie wiem czy o tym pisałam, ale w marcu zaczęłam kurację twarzy kwasem migdałowym. Z tego powodu wychodzi mi na twarzy każdy syf, który siedział u mnie pod skórą. Niestety nie wygląda to zbyt estetycznie. Nawet jak wykonałam makijaż, bo było widać te wszystkie krosty. Właśnie wtedy uratował mnie Dermacol, który świetnie zasłaniał wszelkie niedoskonałości. Bardzo podoba mi się efekt jaki daje na twarzy, mimo, że jest niesamowicie ciężki, to buzia wygląda zjawiskowo.


Ostatnim produktem jest róż do policzków Estee Lauder. Jest w paletce kosmetyków, którą dostałam już jakiś czas temu. Ma bardzo ładny, delikatny kolor, ciężko z nim przedobrzyć. Wygląda naturalnie i długo utrzymuje się na twarzy. Mój kolor to 211 Nude Rose.


To już wszyscy moi ulubieńcy. W następnej notce będzie marcowy projekt denko.

Pozdrawiam,
Kasia

czwartek, 7 marca 2013

Ulubieńcy lutego 2013


Witajcie :)

Ostatnio sobie pomyślałam, że na moim blogu nie było jeszcze ulubieńców miesiąca, a w tym znalazłam kilka perełek, o których chętnie Wam napiszę. Jest kilka produktów, więc powinno pójść szybko.


 Akne Special Cover Balm- mój ulubieniec od dawna. Pomaga walczyć z wypryskami, maskuje i wysusza. Jego recenzję pisałam na blogu Agnieszki <klik> Tam dowiecie się więcej na jego temat.

L'biotica krem do rzęs- dostałam go już dawno temu od koleżanki z pracy, ale używałam sporadycznie. Ok 2 miesiące temu zawzięłam się i używam co wieczór. Efekt jest naprawdę super, rzęsy są dłuższe i gęstsze. Opakowanie bardzo wydajne. Jak się kończy na pewno do niego powrócę.


Garnier Fructis przeciwłupieżowy- kupiłam go niedawno, bo pojawił mi się łupież. W tej roli sprawdza się naprawdę fajnie. Ulubieńcem został, bo poradził sobie z czymś zupełnie innym. Jakiś czas temu wyszło mi coś dziwnego na lewym łokciu, było zaognione, swędziało i wyglądało na jakiegoś grzybka. Siostra doradziła mi, żebym zaczęła smarować tym szamponem. Faktycznie pomogło, wyschło i zeszło. Teraz znów zaczęłam drapać, więc wyglądało jakby się odnawiało. Zaczęłam smarować i znika. Jestem na tak :)


Nivea Lip Butter- skuszona licznymi pozytywnymi recenzjami kupiłam. Zapach super, nawilżenie też, daje ładny efekt na ustach. Jak da się go trochę więcej, to usta mają wygląd nude. Jak mi się skończy pewnie skuszę się na inne zapachy.

Carmex- kultowy produkt, uwielbiam go i zużyłam już wiele opakowań. Używam na noc, nakładam grubą warstwę, rano usta są super miękkie i nawilżone.


Lakier do włosów- ten lakier kojarzy mi się z dzieciństwem. Gdy tylko moja mama jechała do fryzjera, to ja jechałam z nią i rozdziawioną buzią patrzyłam jak fryzjerka krok po kroku układa mamie włosy. Na końcu zawsze utrwalała tym lakierem. Po latach ja też zaczęłam go używać. Pięknie pachnie, dobrze utrwala, nie klei. No i ten sentyment ;)


Hean baza do powiek- Super działa, jest niesamowicie wydajna, nie wysycha, nie podrażnia. Miałam wcześniej tą osławioną z Art Deco i do pięt nie dorasta tej z Heanu. Na pewno do niej wrócę jak się skończy, czyli za jakieś 15 lat ;)


Cienie do powiek Sephora, Kobo, Inglot- jako, że mam dobrą bazę, to mogę sobie kłaść cieni na oczy ile tylko dusza zapragnie. W lutym królował bardzo delikatny makijaż. Najczęściej nakładałam ten cień z Inglot na ruchomą powiekę, a w załamanie ten z Kobo. Do tego kreska i piękny makijaż gotowy. Ten cień z Sephory często jest na moich oczach solo, ale też jest podstawą innych makijaży. Wszystkie cienie są dobrze napigmentowane, nie rolują się, raczej nie osypują. Jedynie ten z kobo wydaje mi się trochę za suchy, ale i tak go lubię :)


Catrice eyebrow set- Jeszcze jakieś 2-3 miesiące temu nie robiłam makijażu brwi. Odkąd go kupiłam używam codziennie i już nie wyobrażam sobie pominięcia brwi przy robieniu makijażu. Całe brwi wypełniam tym jasnym cieniem, ciemniejszym uzupełniam miejsca, gdzie mam mniej włosów. Tego ciemnego często używam do makijażu oka w połączeniu z tym cieniem z Sephory. Nakładam go na zewnętrzny kącik i lekko blenduję. Wygląda super :)

Sephora, L'oreal, Kobo- mój ulubiony zestaw do konturowania. Produkt z Sephory, to rozświetlacz, bardzo wydajny, ma delikatne drobinki, nie zostawia zbyt różowej poświaty na twarzy. Kuleczki brązujące są z firmy L'oreal. Dostałam je od kuzynki gdy miałam jeszcze ciemne włosy. Do rudych też się nadają. Są tak wydajne, że chyba nigdy się nie skończą. Część odsypałam koleżance, a i tak zostało ich jeszcze sporo. Produkt z Kobo to cień do powiek, w sklepie wydawał się bardziej brzoskwiniowy, w domu okazał się bardziej różowy. Raczej nie używam różowych produktów, do makijażu oka, więc postanowiłam używać go do policzków. Efekt jest bardzo delikatny, mnie się podoba, a i cień nie będzie leżał odłogiem ;) Jeszcze fotka cienia w przybliżeniu:



I na koniec ulubieniec zapachowy:


Gdybym miała wybrać zapach, którego będę używać do końca życia, to byłby chyba właśnie ten. Idealny na wieczór i na dzień, na randkę, do kina i na ważne spotkanie. Jako, że mam już nową buteleczkę w zapasie, to mogłam sobie pozwolić na częstsze sięganie po tą. Mój absolutny the one :)

 Jednak wyszło dosyć sporo tych produktów, nawet nie sądziłam. Jeśli w tym miesiącu znajdę jakąś perełkę na pewno o niej napiszę. W najbliższej notce powinien pojawić się przepis.

Pozdrawiam,
Kasia






poniedziałek, 4 marca 2013

Denko luty

Witajcie

Tak się właśnie zastanawiam czy robienie projektu denko co miesiąc nie jest zbyt nudne. Chociaż dzięki temu mam mobilizację do regularnego używania kosmetyków i cieszę się jak moja torba na puste opakowania się zapełnia. Mimo, że luty jest najkrótszym miesiącem w roku, to udało mi się wykończyć sporo kosmetyków. Więc nie przedłużając przechodzę do rzeczy :)

Original Source- zimowa edycja Pomarańcza&Lukrecja, 250ml, cena ok. 8zł
Mogę śmiało powiedzieć, że lubię produkty z OS. Ten żel kupiłam prawdopodobnie w grudniu. Od razu spodobał mi się jego zapach. Niemniej zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób może być za słodki, mnie jednak skutecznie umilał kąpiele. Dosyć wydajny, kremowa konsystencja, nie wysusza. Jestem na tak, szkoda tylko, że już jest niedostępny.


Ziaja- Sopot Spa, 50ml, cena ok. 7zł
Wiele osób na YT bardzo zachwalało ten żel pod prysznic. Mnie on nigdy nie pociągał, bo odnosiłam wrażenie, że skoro jest algowy, to pewnie nie będzie fajny. I sama pewnie nigdy bym go nie kupiła, na szczęście zrobiła to moja siostra. Używanie tego żelu przypomniało mi wakacje, na których dawno nie byłam. Zapach kojarzył mi się z zapachem kremów do opalania, dzięki czemu używanie go było czystą przyjemnością. Wadą takich dużych żeli pod prysznic może być, to że po jakimś czasie zapach nam się zwyczajnie nudzi. Dlaczego ja lubię mieć wybór pod prysznicem i z reguły używam 2-3 żeli jednocześnie. Mój ukochany też bardzo polubił ten żel i sobie też kupił. Myślę, że wrócę do niego jeszcze nie raz.


Biały jeleń- mydło w płynie, 500ml, ceny nie znam
Moja siostra jest alergikiem, w dodatku ma bardzo suchą skórę. Jakiś czas temu zaczęła się przestawiać na kosmetyki z serii Biały Jeleń. Kupiła to mydło, więc trzeba było zużyć. Nie polubiliśmy się od początku. Zapach był w miarę ok, ale reszta powodowała u mnie obrzydzenie. Konsystencja była obrzydliwa. Niby rzadka, ale glutowata. Gdy malowałam oczy eyelinerem i chciałam go szybko umyć, to była katorga. Żel miał konsystencję jak rzadki, ale taki lepiący katar, takie wrażenie pogłębiał również kolor. Nie raz przy użyciu tego mydła miałam ciary z obrzydzenia. Nigdy do niego nie wrócę.

Hean- aloesowy tonik do twarzy, 200ml, cena 9zł
Początkowo podchodziłam do tego toniku sceptycznie, ale miło się rozczarowałam. Ładnie pachniał, był dosyć wydajny, nie podrażniał, nie zostawiał lepkiej buzi. Myślę, że za tą cenę warto wypróbować :)


BeBeauty- płyn micelarny, 200ml, cena ok. 5zł
Jakieś 2-3 miesiące temu w Biedronce pojawił się ich płyn micelarny. Wiele dziewczyn kupiło i zachwalało. Ja też postanowiłam wypróbować. Przyznam szczerze, że mam bardzo mieszane uczucia w stosunku do niego. Ładnie pachniał, był tani, ale z drugiej strony szału nie było, odniosłam wrażenie, że był mało wydajny, odrobinę wysuszał oczy, z demakijażem radził sobie raz lepiej raz gorzej. Na razie do niego nie wrócę, ale pewnie jeszcze kiedyś nad nim pomyślę.


Yves Rocher- malinowa płukanka do włosów, 150ml, cena 25zł
Kolejny zakup, na który skusiłam się przez YT. Płukanka była zachwalana przez wiele dziewczyn, więc stwierdziłam, że też chcę ją wypróbować. Szczerze mówiąc nie wiedziałam czego mam się po niej spodziewać. Była ok, ale szału nie robiła.Zaskoczyło mnie to, że produkt był dosyć wydajny, obawiałam się, że użyję 3-4 razy i będzie po ptakach, ale pewnie to dlatego, że mam krótkie włosy. Fakt, zapach był bardzo fajny i utrzymywał się na włosach, ale nie wiem czy jeszcze raz kupię. Może zdecyduję się na jej tańszy odpowiednik z Marion.



Got2b- puder stylizujący do włosów, 10g, ceny nie pamiętam
Kupiłam go już dosyć dawno temu, kiedy moje włosy były bardzo krótkie i potrzebowały mocnego utrwalenia przez cały dzień. W tym celu sprawdzał się rewelacyjnie, włosy miałam nastroszone jak dzika małpa. Moim zdaniem miał 2 wady, pierwsza z nich, to naprawdę dziwny zapach, na szczęście nie było go czuć w ciągu dnia. Druga, to fakt, że włosy w dotyku były nieprzyjemne, ale coś kosztem czegoś. Generalnie jestem zadowolona, bo mimo małej gramatury był bardzo wydajny i dawał pożądany efekt. Wart zakupu.


Isana- suchy szampon, 200ml, cena ok. 13zł
Tak jak już kiedyś pisałam, suche szampony używam bardzo rzadko, wolę jednak szybko umyć głowę. Ale czasem trzeba, więc używam i uważam, że bardzo fajnie się sprawdza. Ładnie pachnie, jest najwydajniejszy spośród tych, które miałam. Nie zostawia białego osadu na włosach. Jestem na tak.


BeBeauty- balsam do ciała 200ml, cena ok. 9zł
Kupiłam go jakiś czas temu siostrze, ale niestety na jej suchą skórę nie był w stanie zaradzić. Zatem ja go przejęłam i byłam bardzo zadowolona. Lekki, szybko się wchłania, nie pozostawia tłustego filmu na ciele, a nawilża, dodatkowo ten obłędny zapach. Czego chcieć więcej? Mam jeszcze jedno opakowanie na szczęście :)




Premier- krem do rąk, 125ml, ceny nie znam
Dostałam go jakiś czas temu w prezencie. Był w zestawie z pilniczkiem, blokiem do polerowania paznokci i olejkiem do skórek. Z tego co się orientuję, to produkty z tej firmy są dosyć drogie. Mnie ten krem niesamowicie rozczarował. Konsystencja była zbyt rzadka, dodatkowo zostawiał bardzo dziwne, śliskie dłonie, a jak się wchłonął, to dłonie były przesuszone jakbym przetarła je spirytusem. Jestem zdecydowanie na nie.


Farmona- krem do rąk, 30ml, ceny nie znam
Dostałam go od koleżanki razem z balsamem do ciała i olejkiem do kąpieli. Był dosyć wydajny jak na taki malutki krem. Ładnie pachniał, dobrze nawilżał. Godny polecenia.


Davidoff Game- 100ml, cena ok. 120zł
 Mój ulubiony zapach na lato, chociaż przyznam szczerze, że zimą też czasem używam, żeby się nastroić pozytywnie i przywoływać wiosnę. To moja druga buteleczka i jestem pewna, że będą kolejne. Więcej o tym zapachy możecie poczytać w notce o moich ulubionych perfumach.


I to by było na tyle. Planuję też zrobić ulubieńców z zeszłego miesiąca. Potrzebuję tylko się porządnie zastanowić kto zasłużył na miano ulubieńca, muszę też porobić fotki. 

K.