Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 lipca 2013

Denko cz. 2

Witajcie :)

Dzisiaj przychodzę do Was z drugą i mam nadzieję ostatnią częścią projektu denko. Pokażę Wam kilka kosmetyków do ciała, coś do włosów i zapachy, które udało mi się skończyć w ostatnim czasie. Zapraszam! :)

1. Farmona- czekoladowo-pistacjowy żel pod prysznic
Dostałam go jakiś czas temu od mojej koleżanki. Używałam głównie wieczorami, kiedy chciałam się wyciszyć i rozluźnić po całym dniu. Produkt niesamowicie wydajny, zapach niestety nie utrzymuje się na skórze, ale grunt, że ładnie pachniało podczas kąpieli. Super spisywał się jako dodatek do peelingu kawowego, idealne połączenie zapachów. Być może kiedyś do niego powrócę :)


2. Balea- żel pod prysznic Fiji Passionfruit
Dostałam go podczas wymianki z Agnieszką. Duży plus za piękny zapach i niską cenę. Produkt wart uwagi, bo naprawdę umilał kąpiel. Niestety nie jest dostępny w PL, a nie będę ściągać do specjalnie z Niemiec. Jeśli jeszcze kiedyś będę miała okazję, to może zdecyduję się na inny zapach. Ot zwykły żel pod prysznic.






3. Ziaja Intima- płyn do higieny intymnej
Dawniej bardzo często używałam płynów do higieny intymnej właśnie z Ziaji. Zawsze bardzo je lubiłam, były tanie i dobre. Nie podrażniały, zapach nie był zbyt intensywny. Teraz używam czegoś innego, ale do ziaji wróciłam (chociaż na chwilę) z wielką przyjemnością.




4. Ikea- krem do rąk 
W zasadzie do tej pory sama siebie nie potrafię zrozumieć dlaczego kupiłam ten krem. Przecież miałam już taki do stóp i byłam średnio zadowolona. Podejrzewam, że mogłam się połasić, bo był duży i tani. I chyba to mnie zgubiło. Kremu absolutnie nie polecam, z resztą chyba został już wycofany. Efekt nawilżenia był złudny i chwilowy, czasem miałam wrażenie, że ten krem bardziej wysuszał niż nawilżał dłonie. Pod koniec używałam go na stopy, żeby szybciej zużyć. Nie polecam.


5. Cien- nawilżający krem do rąk
  Kupiłam go przypadkiem i bez większego zastanowienia. Po prostu skończył mi się krem, który miałam w torebce i musiałam go czymś na szybko zastąpić. Muszę przyznać, że zaskoczył mnie niesamowicie. Za niewiele ponad 3zł zyskujemy super krem do rąk. Pięknie nawilża, dobrze się wchłania i całkiem przyjemnie pachnie. Na opakowaniu jest napisane, że posiada w składzie olejek migdałowy oraz masło shea. Niestety nie potrafię czytać składów, więc nie powiem Wam czy faktycznie tak jest, ale wydaje mi się, że tak. Jeśli będziecie miały okazję wypróbować, to gorąco polecam. 





6. Timotei- odżywka do włosów farbowanych
Jak wiecie ja zawsze wybieram odżywki do włosów farbowanych. Ta urzekła mnie pięknym zapachem i konsystencją budyniu. Całkiem przyzwoita, ale nie wiem czy powstrzymała wypłukiwanie koloru, chyba nie. Nie wiem, czy jeszcze do niej wrócę.


7.  OP Juice for women- woda toaletowa
Dostałam ją od wujka po jego powrocie z Kanady. W Polsce nie spotkałam się z tą firmą. Fajny, słodki orzeźwiający zapach. Bardzo długo utrzymywał się na ciele i ubraniach. Momentami trochę dusił, ale to może być moja wina, bo mam tendencję do wylewania na siebie zbyt dużo perfum. Nie wrócę do niego ze względu na brak dostępności w PL.


8. Dolce&Gabbana- The One
O tych perfumach nie muszę pisać już nic. Mój absolutnie ukochany zapach. Pisałam o nim w ulubieńcach lutego <klik> oraz w notce o ulubionych zapachach <klik>. Na szczęście w moich zapasach mam jeszcze jedną buteleczkę tego cudeńka. Ahh uwielbiam :)





Ufff to już wszystkie wykończone przeze mnie produkty. Teraz z czystym sumieniem opakowania mogą iść do kosza, a ja mogę zacząć zbieranie od początku. Obiecuję, że będę pojawiać się częściej.

Całuję Was gorąco,
K.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Denko cz.1- Twarz

Witajcie :)

 Wracam po bardzo długiej przerwie. Tak na dobrą sprawę nie mam nic na swoje wytłumaczenie, dlaczego nie pisałam. Ale dziś rano wstałam, uznałam, że czas najwyższy się odezwać, porobiłam fotki i obiecałam sobie, że po powrocie z pracy napiszę w końcu notkę.

Dzisiaj zapraszam Was na projekt denko z ostatnich dwóch miesięcy. W pierwszej części pokażę Wam puste opakowania po produktach do twarzy. Wykończonych produktów, było więcej niż tutaj przedstawię, ale zrobiłam selekcję i uznałam, ze jest kilka rzeczy, o których nie wyrobiłam sobie zdania, więc od razu poszły w kosz. Zaczynamy ;)

1.Synergen- pianka do mycia twarzy
O tej piance pisałam na początku czerwca. Przyznam szczerze, że liczyłam na to, że to będzie moje super odkrycie, że pianka będzie świetna, a ja będę zadowolona. Niestety nic z tych rzeczy. Pianka słabo zmywała makijaż, podrażniała oczy, nie była wydajna. Zauważyłam pewną dziwną rzecz, w momencie gdy myłam twarz, na której nie było makijażu, to pianka zachowywała się w miarę normalnie. Natomiast, kiedy zmywałam nią makijaż, to pianka pod wpływem kontaktu z innym kosmetykiem znikała i musiałam jej dokładać. Niestety podrażniła mi też oczy, co jest trudnym wyczynem, bo nie należę do osób, których oczy są wrażliwe. Z ulgą ją wykończyłam i na pewno do niej nie wrócę. Wam też nie polecam.


2. Bourjois- tonik z witaminami
Moja siostra kupiła go w jakiejś promocji z płynem micelarnym. Nie zauważyłam poprawy stanu skóry, ale do przemywania twarzy nadawał się dobrze. Ładnie pachniał, był wydajny i co ważnie nie podrażnił.

3. Balea- maseczka do twarzy z miodem
Twarz po tym kosmetyku była fajnie nawilżona. Maseczka nie podrażniła mnie i była dosyć wydajna. Niestety nie pasował mi jej zapach, dlatego druga połowa maseczki zmieniła właściciela.


4. Clarins- krem na noc (próbka)
Próbkę tego kremu dostałam od mojej babci. Z ciekawości od razu sprawdziłam jego cenę w internecie. Gdy zobaczyłam, że za pełnowymiarowe opakowanie w sklepach krzyczą sobie aż 280zł, to sama w duchu siebie prosiłam, żeby ten krem mi się nie spodobał. Niestety stało się inaczej i chyba zakochałam się w tym kremie. Muszę zacząć od tego, że próbka 5ml starczyła mi na ok. 8-9 dni codziennego użytku. Krem jest bardzo gęsty, ale jednocześnie lekki, nie zapycha buzi, nie świecimy się bardzo, twarz się nie klei. Rano moja twarz była promienista i wyraźnie wypoczęta. Dodatkowo krem posiada piękny zapach, któremu nie mogłam się oprzeć. Wiem jednak, że nie będę właścicielką jego pełnowymiarowego opakowania, ponieważ cena jak dla mnie jest wzięta z kosmosu i raczej nie planuję wydawać na krem do twarzy aż tylu pieniędzy. Zwłaszcza, że ich nie mam. Mimo wszystko, osobom które są w stanie pozwolić sobie na taki zakup polecam. Ja będę sobie o nim skrycie marzyć. Może uda mi się jeszcze zdobyć jakieś próbki. W kolejce czeka jeszcze wersja tego kremu na dzień.


5. Carmex w słoiczku
Myślę, że tego produktu nikomu nie muszę przestawiać. Mój absolutny ulubieniec i produkt must have. Z reguły używam na noc, rano budzę się z pięknymi, nawilżonymi ustami. Niektórych może odstraszać jego zapach, ale ja już przywykłam, tak samo jak do efektu mrowienia ust. Gorąco polecam każdemu.



To wszystko, o czym chciałam Wam dziś napisać. Mam nadzieję, że jutro, bądź w środę uda mi się przedstawić Wam resztę produktów, które zużyłam. Ciekawa jestem, czy miałyście do czynienia z tymi kosmetykami. Jesli tak, to jaka jest Wasza opinia na ich temat? Piszcie w komentarzach.

Pozdrawiam,
Kasia

czwartek, 9 maja 2013

Kwietniowe denko :)

Witajcie

Wracam po dłuższej przerwie, mam nadzieję, że teraz będę pojawiać się regularnie. Dzisiaj chcę opisać kilka produktów, które udało mi się wykończyć w kwietniu.


1. Balea- maseczka odświeżająca z papają
Bardzo fajna maseczka, która przepięknie pachnie. Była mocno nawilżająca i delikatna. Nie ma mowy o żadnym podrażnieniu (testowane na siostrze alergiczce). Ładnie wchłaniała się w buzie, później wystarczyło tylko przetrzeć tonikiem. Jedna saszetka ma 8ml, mnie wystarczyła aż na 5 użyć, Uważam, że to bardzo dużo. Bardzo się cieszę, że mam jeszcze drugą połówkę tej maseczki do wykorzystania.

2. Biochemia Urody- Hydrolat z kwiatu pomarańczy
Na YT mówi się wiele dobrych rzeczy o hydrolatach. Oczywiście to skusiło mnie, żeby spróbować. Ten zamówiłam aby rozrabiać w nim glinkę i spirulinę. Później jednak zmieniłam koncepcję i w efekcie używałam go jako toniku. Sprawdzał się fajnie. Nie podrażniał, nie uczulał, ani nie wysuszał. Jednak nie było efektu wow, dlatego do niego nie wrócę.

3. Bourjois- płyn micelarny
Był czas, że żel do twarzy, którego używałam nie nadawał się do zmywania makijażu oka. Wtedy musiałam zainwestować w coś do demakijażu. Po zużyciu dwufazowego płynu z Hean, postawiłam na płyny micelarne. Ten jest atrakcyjny ze względu na cenę, ok. 13zł. Bardzo ładnie zmywał makijaż, nie podrażnił mi oka. Mam już drugie opakowanie.

4. Garnier Fructis- szampon przeciwłupieżowy
Pisałam o nim <tutaj>. Zdania nie zmieniłam. Zadziałał również przeciwłupieżowo. W dodatku super pachniał. Pewnie kiedyś do niego wrócę.

5. Olej kokosowy
To chyba produkt, który ostatnio robi największą karierę. Nie używałam go w kuchni, a w łazience. Olejowałam nim włosy, a później zaczęłam używać na twarz. Efekt był super, koniecznie muszę kupić nowe opakowanie.

6. Alterra- olejek do masażu
Wszyscy go mieli, więc ja też chciałam. W końcu kupiłam, żeby olejować nim włosy. Jednak później  wzięłam pod prysznic i używałam jako olejku po kąpieli. Skóra była super gładka, ładnie pachniała i była nawilżona. Jak zużyję wszystkie zapasy balsamów do ciała, to chyba kupię kolejne opakowanie.

7. Clinians- peelingujący żel do twarzy
O tym kosmetyku pisałam w ulubieńcach marca <klik>. Nie wiem czy w tym roku będę miała skąd go wziąć, bo rodzice nie jadą na wakacje, ale jak tylko trafi się okazja, to na pewno zaopatrzę w ten kosmetyk.

8. Isana- zmywacz do paznokci
Duży, wydajny, tani, skuteczny. Mam kolejne opakowanie i szykują się następne.


poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Marcowe denko :)

Hej :)

Dzisiaj zapraszam Was na szybki (mam nadzieję) post z pustymi opakowaniami z kosmetyków, które wykończyłam w marcu. Marzec był miesiącem, w którym myślałam o wszystkim, ale nie o regularnym zużywaniu zalegających kosmetyków. Na szczęście w tym miesiącu wróciłam na właściwe tory. Ale do rzeczy ;)

Paloma Body Spa- Czekoladowe masło do ciała
Dostałam je w prezencie urodzinowym, z jego używaniem poczekałam na aż zaczną się chłodniejsze dni. Bardzo przyjemnie się go używało, był bardzo gęsty, ładnie pachniał i nawilżał skórę. Nie pozostawiał tłustej warstwy, więc po chwili spokojnie można było się ubierać. Może kiedyś kupię sobie jeszcze jakieś masło tej firmy. Teraz zużywam peeling z tej samej serii.


Garnier Mineral- antyperspirant w sztyfcie
Najgorsze "zuo" jakie kiedykolwiek miałam. Śmierdział niemiłosiernie, miałam wrażenie, że bardziej powodował pocenie niż mu zapobiegał. Dodatkowo tworzył pod pachą taką dziwną warstwę, której nie dało się zmyć wodą. Strasznie nieprzyjemne uczucie. Na pewno nie kupię więcej i Was też przed tym przestrzegam.


Original Source- pomarańcza&czekolada
Chyba mój ulubiony żel z tej serii. Fajnie pachnie, ładnie się pieni, umila kąpiel. Nie nawilża, zapach nie pozostaje na ciele, ale i tak przyjemnie się go używa.


L'orient -mydło savon noir z różą damasceńską
Kupiłam w listopadzie w Mydlarni u Franciszka, byłam bardzo ciekawa jego działania. Mam bardzo mieszane uczucia, co do tego kosmetyku. Z jednej strony bardzo fajnie działał, ładnie mył buzię, pozostawał ją delikatną i bardzo gładką. Jeśli pozostawimy go dłużej na twarzy, to zadziała jak peeling enzymatyczny. Nowością była dla mnie konsystencja galaretki, ale nie wyrobiłam sobie o niej zdania. Ogromnym minusem (przynajmniej dla mnie) jest fakt, że przy kontakcie z oczami niesamowicie szczypie. Nie ma więc mowy o zmywaniu makijażu oka tym żelem. Dla takiego lenia patentowanego jak ja, który kocha zmywać cały makijaż żelem do twarzy jest to spory minus. Musiałam dodatkowo zainwestować w płyn micelarny. To chyba spowoduje, że prawdopodobnie nie wrócę do tego kosmetyku. Ale nigdy nie mów nigdy ;)


BeBeauty- żel micelarny do twarzy
Kupiła go moja siostra na jakiś wyjazd. Mam mieszane uczucia odnośnie tego produktu. Niby fajnie zmywa, nie podrażnia, nie wysusza, ale ja nie ufam produktom do mycia twarzy, które się nie pienią. Mam wrażenie, że rozsmarowuję ten bród z makijażu po twarzy i wpycham go w pory. Zawsze po demakijażu tym produktem musiałam porządnie umyć buzię żelem, tym razem pieniącym się.  Próbowałam też mieszać go ze spiruliną i glinką zieloną, ale konsystencja była mocno glutowata i taką mieszankę ciężko nakładało się na twarz. Sama z siebie na pewno go nie kupię. 


Dr Muller- krem do twarzy z olejkiem z drzewa herbacianego
To moje n-te opakowanie. Używam głównie na noc, bo twarz po nim mocno mi się świeci. Nie wiem dlaczego, ale go lubię. Jest mało wydajny i to chyba jego główna wada. Bardzo lubię taki mocny zapach olejku z drzewa herbacianego. Mam wrażenie, że mocno odświeża mi twarz.


Fuctis- szampon do włosów farbowanych
Przed świętami farbowałam włosy. Jako, że mam kolor, który niesamowicie szybko się wypłukuje, zużyłam próbki tego szamponu, żeby kolor dłużej się utrzymał. Próbki w końcu przestały zalegać w szufladzie. Każda z tych próbek wystarczyła mi na dwa mycia. Często kupuję ten szampon w dużej butli. Bardzo go lubię.


L'oreal Majirouge- farba do włosów
To dzięki tej farbie za pierwszym razem uzyskałam mój wymarzony pomarańczowy kolor włosów. Niestety na rozjaśnianych włosach trzyma się bardzo krótko, czasem jest to kwestia 3-4 myć, co przy moim codziennym myciu wypada dość słabo. Teraz kiedy nie mam już rozjaśnionych włosów trzyma się zdecydowanie lepiej, chociaż kolor nie jest już tak pomarańczowy. Lubię zapach tej farby, chociaż ja lubię zapach każdej farby do włosów. Ot takie zboczenie ;)


L'oreal- False Lash Telescopic
Recenzję tego produktu znajdziecie tutaj. Nie zmieniłam opinii co do tego produktu. W zasadzie, to nie mogłam się doczekać kiedy się skończy. Nie sądzę, żeby zdarzyło się coś, co spowodowałoby mój powrót do niego. Nadal szukam swojego ideału. Przy okazji, jeżeli któraś z Was zna fajny tusz, który pięknie wydłuża rzęsy, jest czarny jak smoła, nie kruszy się i nie kosztuje majątku (więcej niż 60zł), to proszę o info, co to za cudo ;)


Oral-B- nić dentystyczna
Chyba moja ulubiona nić do zębów. Jest niesamowicie miętowa (zapach czuć już przy otwarciu opakowania), nie rozdwaja się, dobrze czyści szczeliny między zębami. Następnym razem kupię tą samą.


To moi wszyscy zdenkowani w tym miesiącu :D

Pozdrawiam,
Kasia :)

wtorek, 2 kwietnia 2013

Ulubieńcy marca

Witajcie

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić moich ulubieńców marca. Są to zaledwie 4 produkty, ale w tym miesiącu dzielnie mi służyły, więc chcę o nich napisać.


Z pielęgnacji mam tylko jedną rzecz. Jest to żel do twarzy z drobinkami peelingującymi firmy Clinians. Bardzo lubię produkty tej marki, niestety w Polsce jeszcze ich nie spotkałam. Tego żelu używam codziennie do mycia twarzy, z reguły raz lub dwa w ciągu dnia. Ma bardzo malutkie kuleczki peelingujące, które nie podrażniają twarzy. Jest bardzo gęsty przez co bardziej wydajny. Jedynie ciężko wyciska się go z opakowania.


W listopadzie dostałam eyeliner w żelu z Artdeco. Niestety bardzo szybko wysechł, a że bardzo go polubiłam podjęłam próby reanimacji. Kupiłam w Inglocie Duraline i zakochałam się w nim od pierwszego użycia. Świetnie radzi sobie z zaschniętym eyelinerem oraz z cieniami, którymi chcemy namalować kreskę na oku.


Nie wiem czy o tym pisałam, ale w marcu zaczęłam kurację twarzy kwasem migdałowym. Z tego powodu wychodzi mi na twarzy każdy syf, który siedział u mnie pod skórą. Niestety nie wygląda to zbyt estetycznie. Nawet jak wykonałam makijaż, bo było widać te wszystkie krosty. Właśnie wtedy uratował mnie Dermacol, który świetnie zasłaniał wszelkie niedoskonałości. Bardzo podoba mi się efekt jaki daje na twarzy, mimo, że jest niesamowicie ciężki, to buzia wygląda zjawiskowo.


Ostatnim produktem jest róż do policzków Estee Lauder. Jest w paletce kosmetyków, którą dostałam już jakiś czas temu. Ma bardzo ładny, delikatny kolor, ciężko z nim przedobrzyć. Wygląda naturalnie i długo utrzymuje się na twarzy. Mój kolor to 211 Nude Rose.


To już wszyscy moi ulubieńcy. W następnej notce będzie marcowy projekt denko.

Pozdrawiam,
Kasia

czwartek, 7 marca 2013

Ulubieńcy lutego 2013


Witajcie :)

Ostatnio sobie pomyślałam, że na moim blogu nie było jeszcze ulubieńców miesiąca, a w tym znalazłam kilka perełek, o których chętnie Wam napiszę. Jest kilka produktów, więc powinno pójść szybko.


 Akne Special Cover Balm- mój ulubieniec od dawna. Pomaga walczyć z wypryskami, maskuje i wysusza. Jego recenzję pisałam na blogu Agnieszki <klik> Tam dowiecie się więcej na jego temat.

L'biotica krem do rzęs- dostałam go już dawno temu od koleżanki z pracy, ale używałam sporadycznie. Ok 2 miesiące temu zawzięłam się i używam co wieczór. Efekt jest naprawdę super, rzęsy są dłuższe i gęstsze. Opakowanie bardzo wydajne. Jak się kończy na pewno do niego powrócę.


Garnier Fructis przeciwłupieżowy- kupiłam go niedawno, bo pojawił mi się łupież. W tej roli sprawdza się naprawdę fajnie. Ulubieńcem został, bo poradził sobie z czymś zupełnie innym. Jakiś czas temu wyszło mi coś dziwnego na lewym łokciu, było zaognione, swędziało i wyglądało na jakiegoś grzybka. Siostra doradziła mi, żebym zaczęła smarować tym szamponem. Faktycznie pomogło, wyschło i zeszło. Teraz znów zaczęłam drapać, więc wyglądało jakby się odnawiało. Zaczęłam smarować i znika. Jestem na tak :)


Nivea Lip Butter- skuszona licznymi pozytywnymi recenzjami kupiłam. Zapach super, nawilżenie też, daje ładny efekt na ustach. Jak da się go trochę więcej, to usta mają wygląd nude. Jak mi się skończy pewnie skuszę się na inne zapachy.

Carmex- kultowy produkt, uwielbiam go i zużyłam już wiele opakowań. Używam na noc, nakładam grubą warstwę, rano usta są super miękkie i nawilżone.


Lakier do włosów- ten lakier kojarzy mi się z dzieciństwem. Gdy tylko moja mama jechała do fryzjera, to ja jechałam z nią i rozdziawioną buzią patrzyłam jak fryzjerka krok po kroku układa mamie włosy. Na końcu zawsze utrwalała tym lakierem. Po latach ja też zaczęłam go używać. Pięknie pachnie, dobrze utrwala, nie klei. No i ten sentyment ;)


Hean baza do powiek- Super działa, jest niesamowicie wydajna, nie wysycha, nie podrażnia. Miałam wcześniej tą osławioną z Art Deco i do pięt nie dorasta tej z Heanu. Na pewno do niej wrócę jak się skończy, czyli za jakieś 15 lat ;)


Cienie do powiek Sephora, Kobo, Inglot- jako, że mam dobrą bazę, to mogę sobie kłaść cieni na oczy ile tylko dusza zapragnie. W lutym królował bardzo delikatny makijaż. Najczęściej nakładałam ten cień z Inglot na ruchomą powiekę, a w załamanie ten z Kobo. Do tego kreska i piękny makijaż gotowy. Ten cień z Sephory często jest na moich oczach solo, ale też jest podstawą innych makijaży. Wszystkie cienie są dobrze napigmentowane, nie rolują się, raczej nie osypują. Jedynie ten z kobo wydaje mi się trochę za suchy, ale i tak go lubię :)


Catrice eyebrow set- Jeszcze jakieś 2-3 miesiące temu nie robiłam makijażu brwi. Odkąd go kupiłam używam codziennie i już nie wyobrażam sobie pominięcia brwi przy robieniu makijażu. Całe brwi wypełniam tym jasnym cieniem, ciemniejszym uzupełniam miejsca, gdzie mam mniej włosów. Tego ciemnego często używam do makijażu oka w połączeniu z tym cieniem z Sephory. Nakładam go na zewnętrzny kącik i lekko blenduję. Wygląda super :)

Sephora, L'oreal, Kobo- mój ulubiony zestaw do konturowania. Produkt z Sephory, to rozświetlacz, bardzo wydajny, ma delikatne drobinki, nie zostawia zbyt różowej poświaty na twarzy. Kuleczki brązujące są z firmy L'oreal. Dostałam je od kuzynki gdy miałam jeszcze ciemne włosy. Do rudych też się nadają. Są tak wydajne, że chyba nigdy się nie skończą. Część odsypałam koleżance, a i tak zostało ich jeszcze sporo. Produkt z Kobo to cień do powiek, w sklepie wydawał się bardziej brzoskwiniowy, w domu okazał się bardziej różowy. Raczej nie używam różowych produktów, do makijażu oka, więc postanowiłam używać go do policzków. Efekt jest bardzo delikatny, mnie się podoba, a i cień nie będzie leżał odłogiem ;) Jeszcze fotka cienia w przybliżeniu:



I na koniec ulubieniec zapachowy:


Gdybym miała wybrać zapach, którego będę używać do końca życia, to byłby chyba właśnie ten. Idealny na wieczór i na dzień, na randkę, do kina i na ważne spotkanie. Jako, że mam już nową buteleczkę w zapasie, to mogłam sobie pozwolić na częstsze sięganie po tą. Mój absolutny the one :)

 Jednak wyszło dosyć sporo tych produktów, nawet nie sądziłam. Jeśli w tym miesiącu znajdę jakąś perełkę na pewno o niej napiszę. W najbliższej notce powinien pojawić się przepis.

Pozdrawiam,
Kasia






poniedziałek, 4 marca 2013

Denko luty

Witajcie

Tak się właśnie zastanawiam czy robienie projektu denko co miesiąc nie jest zbyt nudne. Chociaż dzięki temu mam mobilizację do regularnego używania kosmetyków i cieszę się jak moja torba na puste opakowania się zapełnia. Mimo, że luty jest najkrótszym miesiącem w roku, to udało mi się wykończyć sporo kosmetyków. Więc nie przedłużając przechodzę do rzeczy :)

Original Source- zimowa edycja Pomarańcza&Lukrecja, 250ml, cena ok. 8zł
Mogę śmiało powiedzieć, że lubię produkty z OS. Ten żel kupiłam prawdopodobnie w grudniu. Od razu spodobał mi się jego zapach. Niemniej zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób może być za słodki, mnie jednak skutecznie umilał kąpiele. Dosyć wydajny, kremowa konsystencja, nie wysusza. Jestem na tak, szkoda tylko, że już jest niedostępny.


Ziaja- Sopot Spa, 50ml, cena ok. 7zł
Wiele osób na YT bardzo zachwalało ten żel pod prysznic. Mnie on nigdy nie pociągał, bo odnosiłam wrażenie, że skoro jest algowy, to pewnie nie będzie fajny. I sama pewnie nigdy bym go nie kupiła, na szczęście zrobiła to moja siostra. Używanie tego żelu przypomniało mi wakacje, na których dawno nie byłam. Zapach kojarzył mi się z zapachem kremów do opalania, dzięki czemu używanie go było czystą przyjemnością. Wadą takich dużych żeli pod prysznic może być, to że po jakimś czasie zapach nam się zwyczajnie nudzi. Dlaczego ja lubię mieć wybór pod prysznicem i z reguły używam 2-3 żeli jednocześnie. Mój ukochany też bardzo polubił ten żel i sobie też kupił. Myślę, że wrócę do niego jeszcze nie raz.


Biały jeleń- mydło w płynie, 500ml, ceny nie znam
Moja siostra jest alergikiem, w dodatku ma bardzo suchą skórę. Jakiś czas temu zaczęła się przestawiać na kosmetyki z serii Biały Jeleń. Kupiła to mydło, więc trzeba było zużyć. Nie polubiliśmy się od początku. Zapach był w miarę ok, ale reszta powodowała u mnie obrzydzenie. Konsystencja była obrzydliwa. Niby rzadka, ale glutowata. Gdy malowałam oczy eyelinerem i chciałam go szybko umyć, to była katorga. Żel miał konsystencję jak rzadki, ale taki lepiący katar, takie wrażenie pogłębiał również kolor. Nie raz przy użyciu tego mydła miałam ciary z obrzydzenia. Nigdy do niego nie wrócę.

Hean- aloesowy tonik do twarzy, 200ml, cena 9zł
Początkowo podchodziłam do tego toniku sceptycznie, ale miło się rozczarowałam. Ładnie pachniał, był dosyć wydajny, nie podrażniał, nie zostawiał lepkiej buzi. Myślę, że za tą cenę warto wypróbować :)


BeBeauty- płyn micelarny, 200ml, cena ok. 5zł
Jakieś 2-3 miesiące temu w Biedronce pojawił się ich płyn micelarny. Wiele dziewczyn kupiło i zachwalało. Ja też postanowiłam wypróbować. Przyznam szczerze, że mam bardzo mieszane uczucia w stosunku do niego. Ładnie pachniał, był tani, ale z drugiej strony szału nie było, odniosłam wrażenie, że był mało wydajny, odrobinę wysuszał oczy, z demakijażem radził sobie raz lepiej raz gorzej. Na razie do niego nie wrócę, ale pewnie jeszcze kiedyś nad nim pomyślę.


Yves Rocher- malinowa płukanka do włosów, 150ml, cena 25zł
Kolejny zakup, na który skusiłam się przez YT. Płukanka była zachwalana przez wiele dziewczyn, więc stwierdziłam, że też chcę ją wypróbować. Szczerze mówiąc nie wiedziałam czego mam się po niej spodziewać. Była ok, ale szału nie robiła.Zaskoczyło mnie to, że produkt był dosyć wydajny, obawiałam się, że użyję 3-4 razy i będzie po ptakach, ale pewnie to dlatego, że mam krótkie włosy. Fakt, zapach był bardzo fajny i utrzymywał się na włosach, ale nie wiem czy jeszcze raz kupię. Może zdecyduję się na jej tańszy odpowiednik z Marion.



Got2b- puder stylizujący do włosów, 10g, ceny nie pamiętam
Kupiłam go już dosyć dawno temu, kiedy moje włosy były bardzo krótkie i potrzebowały mocnego utrwalenia przez cały dzień. W tym celu sprawdzał się rewelacyjnie, włosy miałam nastroszone jak dzika małpa. Moim zdaniem miał 2 wady, pierwsza z nich, to naprawdę dziwny zapach, na szczęście nie było go czuć w ciągu dnia. Druga, to fakt, że włosy w dotyku były nieprzyjemne, ale coś kosztem czegoś. Generalnie jestem zadowolona, bo mimo małej gramatury był bardzo wydajny i dawał pożądany efekt. Wart zakupu.


Isana- suchy szampon, 200ml, cena ok. 13zł
Tak jak już kiedyś pisałam, suche szampony używam bardzo rzadko, wolę jednak szybko umyć głowę. Ale czasem trzeba, więc używam i uważam, że bardzo fajnie się sprawdza. Ładnie pachnie, jest najwydajniejszy spośród tych, które miałam. Nie zostawia białego osadu na włosach. Jestem na tak.


BeBeauty- balsam do ciała 200ml, cena ok. 9zł
Kupiłam go jakiś czas temu siostrze, ale niestety na jej suchą skórę nie był w stanie zaradzić. Zatem ja go przejęłam i byłam bardzo zadowolona. Lekki, szybko się wchłania, nie pozostawia tłustego filmu na ciele, a nawilża, dodatkowo ten obłędny zapach. Czego chcieć więcej? Mam jeszcze jedno opakowanie na szczęście :)




Premier- krem do rąk, 125ml, ceny nie znam
Dostałam go jakiś czas temu w prezencie. Był w zestawie z pilniczkiem, blokiem do polerowania paznokci i olejkiem do skórek. Z tego co się orientuję, to produkty z tej firmy są dosyć drogie. Mnie ten krem niesamowicie rozczarował. Konsystencja była zbyt rzadka, dodatkowo zostawiał bardzo dziwne, śliskie dłonie, a jak się wchłonął, to dłonie były przesuszone jakbym przetarła je spirytusem. Jestem zdecydowanie na nie.


Farmona- krem do rąk, 30ml, ceny nie znam
Dostałam go od koleżanki razem z balsamem do ciała i olejkiem do kąpieli. Był dosyć wydajny jak na taki malutki krem. Ładnie pachniał, dobrze nawilżał. Godny polecenia.


Davidoff Game- 100ml, cena ok. 120zł
 Mój ulubiony zapach na lato, chociaż przyznam szczerze, że zimą też czasem używam, żeby się nastroić pozytywnie i przywoływać wiosnę. To moja druga buteleczka i jestem pewna, że będą kolejne. Więcej o tym zapachy możecie poczytać w notce o moich ulubionych perfumach.


I to by było na tyle. Planuję też zrobić ulubieńców z zeszłego miesiąca. Potrzebuję tylko się porządnie zastanowić kto zasłużył na miano ulubieńca, muszę też porobić fotki. 

K.